Pokazywanie postów oznaczonych etykietą myślotok. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą myślotok. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 12 listopada 2013

Płaszczyzny siekające

- Czy możliwe jest żebyś zwątpił w swoje myśli?
- Co przez to rozumiesz?
- To proste. Czy kiedykolwiek poddałeś w wątpliwość, że to, co myślisz w danym momencie naprawdę wypływa od ciebie?
- A niby od kogo? Z tego co pamiętam to jestem jedyną osobą we własnej głowie.
- Skąd możesz mieć pewność? Siła sugestii jest nieobliczalna.
- No, tak. Sugestia jednak, czy to świadoma, czy podświadoma sama w sobie nie jest w stanie zaimplementować nowej myśli. To tylko drogowskaz.
- Co jednak, jeśli sugestia wypływa od ciebie samego?
- Jak to? Wtedy nie jest już ona sugestią.
- Zgadza się.
- Nie rozumiem.
- Spójrz na to w ten sposób. Kiedy ktoś ci coś radzi, czy sugeruje w twojej głowie pojawia się jakaś nowa idea, którą następnie weryfikujesz w odniesieniu do swoich upodobań, temperamentu, kodeksu moralnego i obecnego stanu. Wyobraź sobie teraz, że ta sama nowa idea ponownie wpłynęła ci do głowy. Tym razem, jednak, nie jesteś w stanie wyśledzić jej genezy. Instynktownie zatem przyjmujesz ją za własną. Co jeśli tak nie jest?
- Oczywiście, że mogę nie pamiętać, gdzie coś usłyszałem, czy zobaczyłem nawet do takiego stopnia, że zasłyszany w reklamie slogan uznam za własny pomysł. Tak działa podświadomość, nie ma w tym nic zdumiewającego.
- Nadal nie rozumiesz, chociaż jesteśmy już bliżej. Pozwól, że postaram ci się to w jakiś sposób zobrazować. Wybierz sobie w myślach liczbę od jednego do dziesięciu. Następnie głośno wyartykułuj ją swoim wewnętrznym głosem.
- No, mam.
- Usłyszałeś teraz w głowie brzmienie tej liczby, prawda?
- Oczywiście, tak działają myśli, czyż nie?
- Skupmy się tutaj na słowie: "usłyszałeś", ok? Przysiągłbyś, że usłyszałeś głos wypowiadający to słowo, tak samo jak przez całe swoje życie słyszałeś swoje myśli. Już jako dziecko, jak tylko zacząłeś składać jakieś fakty do kupy przyjąłeś ten głos za własny i była to bezsporna kwestia. Jednak czy jesteś w stanie tak naprawdę określić brzmienie tego głosu? Czy to w ogóle można nazwać dźwiękiem?
- Hmm, teraz jak tak to ująłeś, to nie jestem pewien. Ale, chwila, moment, przecież jestem w stanie przypomnieć sobie wokal z jakiegoś utworu, czy kwestie z filmu. Wtedy wyraźnie słyszę konkretny głos artysty.
- Tak, jednak jest to wyłącznie odtwórcza funkcja twojego umysłu. Kiedy sam starasz się kreować własne myśli, głos nie jest już taki wyraźny, jest jednolity i niezmienny przez lata, zgodzisz się?
- No, tak, to ten sam głos, który słyszę całe życie. Musi być mój.
- Jednak brzmienie twojego głosu zmieniało się na przestrzeni lat, prawda? Idąc tym tropem, twój wewnętrzny głos też powinien.
- Może i faktycznie trochę się zmienia, nie pamiętam dokładnie.
- A może na siłę starasz się mu nadać ten dźwięk, a przecież myśl nie musi być dźwiękiem, to tylko impuls w twoim ciele, nie wiele inny od tego ruszającego twoimi rękoma, czy odpowiedzialnego za oddychanie. Starając się jednak sprowadzić wszystko do rzeczy znanych, sam narzucasz sobie głos, który zdaje się te myśli odczytywać w twojej głowie. Co więcej, mianujesz siebie tym lektorem. Jednak to tylko złudzenie. Myśli nie mają dźwięków.
- Sam już nie wiem, może i masz trochę racji. Ale chyba wszyscy tak robią, prawda? To normalna sprawa. Do czego dążysz?
- Dążę do tego, że wierzysz i ufasz sobie najbardziej ze wszystkich istot na ziemi. Wierzysz we własne słowa, bardziej niż w inne. Tak samo wierzysz w swoje myśli, gdyż słyszysz je w swojej głowie jako jedyny i wiesz, że wypływają od ciebie. Jednak to nie jest twój głos. Skąd zatem pewność, że te myśli są naprawdę twoje?
- Chcesz powiedzieć, że ktoś wsadza mi myśli do głowy? Że każe mi myśleć to, co myślę i robić to, co robię?
- Nie, nie, nic takiego nie powiedziałem. Pytałem tylko, czy możesz mieć pewność, że tak nie jest. Czy teraz, kiedy wiesz, że dźwięk twych myśli jest tylko urojony, byłbyś w stanie odróżnić własną myśl od cudzej?
- Nadal uważam, że tak. Tylko ja myślę w pewien konkretny sposób.
- Ale czy to na pewno jesteś ty?
- Tak, tak! Nie mogę poddać tego w wątpliwość. Kiedy straciłbym pewność własnych myśli, straciłbym siebie. Straciłbym wszystko, łącznie z wolą walki o zmianę. To najgorsze, co mogłoby się stać. Mam pewność kim jestem.
- Za późno. Ta wątpliwość już w tobie narosła. Zaczyna cię powoli zjadać od środka.
- O czym ty mówisz?! Przecież właśnie ci powiedziałem, że tak nie jest!
- Przykro mi, to po prostu właśnie do ciebie dociera.
- Jak to?! Co przez to rozumiesz?!
- Przecież ty z nikim nie rozmawiasz.

środa, 8 maja 2013

42

- A jak tam, stary, z twoją teczką?
- Nie dzisiaj, ziom. Nie dzisiaj.
- Ale powiedz mi, że jeszcze tego nie zjebałeś.
- No, jeszcze nie.
- Jeszcze? Czyli ile masz czasu?
- Stary, mówiłem - nie dzisiaj.
- Ok. Ale jutro, dobra?
- Spoko, spoko. Tylko, że jutro znów będzie dzisiaj.




             Nie mogę się odezwać. Moje usta są pełne krwi. Funkcjonuję na granicy niebytu, idąc wzdłuż cienkiej linii, granicy między jawą a snem, która zdaje się zanikać. Czy jest coś poza mną i moimi myślami? Osoby, które spotykam każdego dnia zdają się być przerysowane. Czy możliwe, że je wymyśliłem? Boję się podnieść oczy i spojrzeć na swoje słowa. Zgubiłem się gdzieś pomiędzy fantazją a zimną niczym stal rzeczywistością. No, dalej, spójrz na to, co napisałeś. Serio? Dalej będziesz zachowywał się jak dziecko? Dobrze wiesz, że strach dyktował ci warunki całe życie. Ale przecież strach jest dobry, prawda? Sam już nie wiem. Kiedy raz zwątpisz we własne myśli, nie ma już odwrotu. Czy naprawę tak uważam czy już pogubiłem się w swoich kłamstwach? Tak długo przekonywałem się do danego poglądu, że nie wiem już czy szczerze w niego wierzę. Czuję dreszcze i dziwne uczucie ciężkości. Chorobę bez przyczyny, z objawami, które sam stworzyłem. Czy mój organizm może dawać mi jakieś znaki? Podświadomość wykręca mi flaki bym przyznał jak źle ze mną jest. Tej kurwie pewnie wszystko się układa. Pięty nie mogą znieść już ciężaru mojej głowy. Zabawne wydaje się lepienie słów nie mając wglądu w duży obrazek. Nie wiem nawet jaki mam kolor włosów czy oczu, skąd mam wiedzieć co robić? Dziecko tkwiące we mnie, na które wielokrotnie starałem się przerzucić piętno winy, już odeszło. Czy naprawdę wbrew wszystkiemu co chciałem i myślałem w końcu dorosłem? Brakuje mi drugiej osoby, a jednocześnie pławię się w swojej samotności. Nic nigdy nie było dla mnie tak ważne jak niezależność. Zbyt wiele razy widziałem, co jest w stanie osiągnąć mój mózg, bym nagle przestał w niego wierzyć. Jednak gdzie jest ta pierdolona ambicja? Poszła z dymem, stary. Z dymem.
            Trzask. Uciekaj mały szczurku, biegnij w swoim kółeczku. Szybciej, szybciej! Podążaj za swym zdradliwym węchem, goń zapachy niczym dziecko bańki mydlane. Czujesz tę krew, szczurku? Spójrz na swoje łapy. Tak, to wszystko twoj dzieło. Biegnij i szukaj, łap i zabijaj. Jak to jest, że każda istota na ziemi dokładnie wie co ma robić poza tobą? Ptaki wiedzą kiedy odlecieć na południe. Mały, najmniejszy z owadów wie, gdzie się udać po pożywienie, jak przetrwać. Pozostawiony na pustyni skorpion znajduje wszystko, co mu potrzebne. Noworodek obejmuje ustami matczyną pierś i pędzony instynktem ssie życiodajne mleko. Jakim cudem ty gubisz się we własnej głowie? Nawet pierdolony plankton wie co ma robić, a ty nie. Biegasz na oślep, mały szczurku. Ciągnie cię do krwi, żywisz się cudzymi porażkami, chłoniesz niepowodzenia. Lewa przed prawą, po kościach, po czaszkach i już jesteś na szczycie. To tylko miraże. Ziemia zaczyna trząść się pod twoimi łapkami. Zapadasz się. I już jest zimniej i już jest ciemniej. I znów pachnie krwią. Czujesz? To musi być gdzieś w tamtym kierunku. Biegnij. Biegnij, szczurku! Cały czas przed siebie, cały czas do końca. Walcz i atakuj, rozrywaj i pożeraj. Twoja droga nigdy się nie skończy. W kole bowiem nie ma ślepych uliczek. Dopóki biegniesz - przegrasz, szczurku. Ale skąd miałbyś to wiedzieć?
            I znów krew zalepia mi oczy. Jest jej tak dużo, że można poczuć ją na języku. Lalka patrzy się na mnie swymi szklanymi oczętami. Czy ktoś zostawił ją tutaj naumyślnie? W ciemności wszystko wydaje się złowrogie. Jej naderwany kubraczek szeleści targany przez wiatr. Księżyc zdaje się wzmagać wszelkie dźwięki niczym megafon. Nie wiem czy ciągle pada, czy po prostu wciąż jestem mokry. Ale chyba od tego się zaczęło, czyż nie? Wszystko narodziło się w deszczu, tak trwa i pewnie tak też sczeźnie. Ogień, deszcz i krew - z nich powstałem. Gdyż nie ma dymu bez ognia, nie ma uśmiechu bez krwi i nie ma słońca bez deszczu. O słońce, tyle razy spoglądałem w twym kierunku zastanawiając się czy ktoś kryje się w twych promieniach. Rozmyślając czy ktoś z góry odpowiada mi spojrzeniem. Świetlisty tron jednak stoi pusty, płonącogrzywe rumaki rozbiegły się po firmamencie, zostawiając rydwan w niełasce. Wtedy zrozumiałem, że to, co się liczy najbardziej, to właśnie mój prywatny wszechświat. Wszechświat, który nie istniał zanim się narodziłem i po którym nie pozostanie już nic, gdy odejdę. Pomimo, a może właśnie dzięki, jego niedoskonałościom i szczerej prostocie jego istnienia wiem, że oddałbym życie, aby go ocalić. Sam jestem panem swego życia i bogiem swojego prywatnego wszechświata. Nie szukam już nikogo w słońcu, teraz wystarczy mi lustro. Znalazłem odpowiedź i mówię to dumnie - jestem sam potrójnie.