poniedziałek, 19 maja 2014

Tułaczka

- Stary, jest teraz pierwsza z kawałkiem. W domu będziemy gdzieś o pierwszej trzydzieści, no z kawałkiem. Siadamy i piszemy, ja swoje, a ty swoje.
- No dobra, tylko, że ja nie mam tutaj mikrofonu.
- To nic, piszesz i robisz magika. Zadzwonisz do mnie i mi to polecisz.
- Ok.






            Utarło się gdzieś w ułomnych słownikach ludzkich stwierdzenie, że kobiety pragną bardziej. Niezatarty przez dzieje stereotyp złego, okrutnika jako mężczyzny w kontraście z nieskazitelną niewiastą. I tak od wieków stajemy w szranki z tym zaśniedziałym poglądem, musząc udowadniać, że tak nie jest. Wymaga się od nas wiele, rzadko doceniając tak naprawdę za cokolwiek. Nikt nie podaje wytycznych chłopcu do tego, w jaki sposób powinien dorosnąć. Odczuwa on jedynie piętno oczekiwań, a przed sobą widzi krętą, pełną trudu, niezrozumiałą ścieżkę. I to właśnie przeprawa przez nią, czyni go mężczyzną.
            Mroczna gęstwina krępowała ruchy niewielkich nóżek chłopczyka w piżamie w dinozaury. Głód wraz z wyziębieniem walczyły o miano bardziej doskwierającego. Można by pomyśleć, że po pewnym czasie człowiek jest w stanie przyzwyczaić się do przerażenia, przemóc je. Nic bardziej mylnego. Zakorzenione w psychice uczucie strachu jest jak trucizna, której nie sposób wyplenić z organizmu.
            Błądzące po omacku drobne rączki starały się odgarniać chaszcze na boki, chociażby w minimalny sposób ułatwiając przeprawę. Wysokie trawy podnosiły się natychmiastowo po przydeptaniu przez bose stópki, boleśnie dezorientując. Ostre źdźbła haratały powierzchnie dłoni, nie pozwalając wcześniejszym ranom się zasklepić. Niewidzące oczy już dawno zapomniały o rarytasie, jakim jest światło. Odór gwałcący nozdrza nie ustępował ani na moment. Nagle na bębenki uszu natarł przeraźliwy skowyt.
            Chłopięce ciało zdrętwiało. Każde włókno mięśni zastygło w bezruchu. Oddech ugrzązł w płucach, nie chcąc chociażby na chwilę zdradzić swojej obecności. Panika chwyciła żołądek w mocny uścisk, puszczając w niepamięć uczucie głodu. Tkwił tak w nasłuchiwaniu, które zdawało się być wiecznością. Jednak to, czego się tak lękał nie nadchodziło. Cisza była obrzydliwą torturą. Napięcie wywoływało chęć wymiotów. Po chwili, która równie dobrze mogła być godziną, chłopiec pozwolił sobie na wydech i rozluźnienie. Padł na kolana, zaskoczony tym, jak ciało odmówiło mu posłuszeństwa. Wiedział jednak, że odpoczynek był luksusem, na który nie mógł sobie pozwolić. Wstał, po czym zaczął iść dalej.
            W drodze poprzez bezkres nie widać żadnego światełka, zwiastującego koniec podróży. Nie ma namacalnego celu, do którego można dążyć. Próżno też szukać drogowskazów czy wytycznych. Jedynym kompasem jest intuicja, której igła bywa omylna. Musimy wierzyć w słuszność podejmowanych wyborów, choć wiele z nich jest fotografiami,  na wywołanie których możemy czekać nawet latami. Cóż jednak poradzić? Niektóre drogi nie posiadają skrótów.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz